poniedziałek, 11 lutego 2019

ZABIORĘ WAS DO ZAKOPANEGO

Zima w górach.
Bajka.
 

Coś czego słowami nie da się opisać.
Coś co trzeba zobaczyć.
Coś co trzeba czuć...
Kilka razy już byłam w Zakopanem. Nie jako zdobywca szlaków i szczytów lecz jako zwykły, przeciętny turysta. Pierwszy jednak raz dane mi było zobaczyć Zakopane zimą.
Dorosłe już dzieci chciały pojeździć na nartach, ja chciałam poczuć zimowy klimat a MÓJ zmuszony został do tego, by nam towarzyszyć:)))) Tak, wręcz dosłownie zmusiliśmy go ponieważ mój mąż nienawidzi zimy, śniegu i mrozu. Na nartach też nie jeździmy...Hmmm, niby obiecałam sobie , że spróbuję. Poszłam na stok i nic a nic nie poczułam. Pomyślałam sobie , że niby dlaczego mam iść ślepo za ogólnie panującą ostatnio modą na narty? Ja nie mam na to absolutnie ochoty. Kocham rowery, kijki...ale narty...Jakoś do mnie nie przemawiają.
Tak więc dzieciaki na stoku a ja w towarzystwie wciąż narzekającego na zimno męża spacerowałam koszmarnie śliskimi uliczkami Zakopanego.
Planując wyjazd wybraliśmy termin kiedy to w Zakopanem odbywają się skoki narciarskie.
Cała nasza rodzina, włącznie z 82-letnim dziadkiem, uwielbia skoki i cały sezon śledzimy wszystkie konkursy kibicując Naszym. Stało się to już naszą tradycją, że sobotnie i niedzielne popołudnia spędzamy razem przed telewizorem krzycząc głośno przy skokach naszych"trzymajcie kciuki ", i przy skokach rywali: "szerooooko palce". Bardzo zatem cieszyliśmy się na ten wyjazd i choć nie udało nam sie zdobyć biletów na konkurs to zadowoliliśmy się wejściówką na trening i kwalifikacje.


Moje odczucia po skokach były baaaaardzo mieszane.
Cała atmosfera wokół skoczni i na skoczni , na ulicach Zakopanego i w knajpkach , to coś co nie sposób opisać. Solidarność kibiców wędrujących w kierunku skoczni z flagami, przy głośnym śpiewie, radosnych okrzykach i dźwiękach trąbek jest wręcz magiczna. Biało-czerwone szaliki, czapki, pomalowane twarze...coś niesamowitego. Tego, jakie uczucia wzbudziły we mnie te widoki, tej magii i cuuudownej atmosfery nie zapomnę nigdy.
Odczucia związane z oglądaniem skoków już nie były aż tak suuuuper. Moim zdaniem znacznie lepiej wszystko widać w tv, choć mieliśmy bardzo dobre miejsca. Na dodatek pech, zrządzenie losu sprawiły że na skoczni siadło w trakcie skoków nagłośnienie i do końca nie zostało przywrócone. Na dobra sprawę to mało kto wiedział, schodząc z trybun, kto kwalifikacje wygrał:(((
Przyznam szczerze, że zawiedziona byłam strasznie władzami Zakopanego. Po wyjściu ze skoczni, na ulicach i chodnikach ludzie przewracali sie co kilka metrów. Lodowisko pod nogami zwyciężało nawet z najlepszymi zimowymi butami a wiele z upadków kończyło się wzywaniem pogotowia. Wydaje mi się, że podczas imprez międzynarodowych gdzie do miasta przyjeżdżają setki tysięcy turystów warto byłoby zadbać o ich bezpieczeństwo:((((
Następnego dnia po odsłonięciu zasłon ujrzałam to


...i wiedziałam, że muszę wykorzystać tak cudowną pogodę na wjazd na Kasprowy.
Udało nam się kupić bilety i cieszyć się widokami. Cudowne przeżycie:))))










Chciałabym też wspomnieć o naszym apartamencie.
Wybraliśmy go przez zupełny przypadek, nie zastanawiając się długo. Musiał być dość blisko Krupówek i blisko jakiegoś stoku. Kiedy się zakwaterowaliśmy okazało się, że apartament jest cuuudny. Wspaniale urządzony. Wyposażony we wszelkie wygody. W ładnym budynku i przede wszystkim na przeciwko stoku.



Do tego balkon, i ten widok...


I fotel specjalnie dla mnie....Bym czytać mogła ,spoglądając na góry...


I salon z ollbrzymim oknem i sofą na której odpoczywa Dorosła:)))


Widok z okien kupił mnie do tego stopnia , że gdy znów będę planować wycieczkę do Zakopanego to na pewno z metą w tym apartamencie.



Nie byłabym sobą gdybym nie zachwyciła się takim wnętrzarskim cudem


Lampy w łazience naszego apartamentu. Są przecudne. Chcę takie....Tylko gdzie je zdobyć. Obejrzałam je dokładnie i nigdzie , żadnej wskazówki:(((
Zima w górach jest cudowna, zwłaszcza, że u nas tego roku śniegu jak na lekarstwo.


Tak było u nas raptem kilka dni. Teraz plucha, szarość i wszechobecne błoto:(((
No i na koniec moje wycieczkowe suweniry. Zawsze przywożę z wycieczek naparstki, miniaturki i pocztówki. Tym razem padło również na zakładkę, owcze skóry i CUDO w postaci koszyczka zrobionego z korzenia jodły. Jest piękny, naturalny i...nieidealny. Sprzedający stwierdził, że według niego wybrałam najpiękniejszy. Opowiadał, że ludzie zazwyczaj wybierają te najkształtniejsze, o idealnej kolorystyce, bez sęków...A ja? Ja wybrałam krzywulca, z dziurą i sękami...ale jak on pachnie...Jest cudowny, wyjątkowy i jest mój.




Do napisania:)))))


1 komentarz:

  1. Zimowe widoki są wspaniałe. Lubię je podziwiać.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń