piątek, 23 września 2016

REGAŁ NA KSIĄŻKI...

...który powstał jakiś czas temu z witrynki zaczyna pękać w szwach...na półkach książki stoją już w dwóch rzędach i obawiam się, że kiedyś usłyszymy huk...półki pękną i...cóż oszczędzam im jeszcze ciężaru wszystkich książek kulinarnych, ogrodowych, albumów czy przewodników po świecie drutów i szydełka...w głowie rozwija się pomysł na przyszłoroczny remont a co za tym idzie nowy, duży regał...


...co zatem mieszka na tym regale?...głównie obyczajówka...lubię polskie autorki...sagi tak bardzo osadzone we współczesnych realiach...wkurza mnie jedynie duża rozpiętość czasowa pomiędzy terminami w jakich ukazują się poszczególne tomy...zawsze kiedy pojawia się kolejny muszę przewertować poprzedni by przypomnieć sobie wątek...do tego czasu o przeczytanych książkach wspominałam na moim robótkowym blogu...ze względu na zmiany jeśli macie ochotę zobaczyć co czytam zapraszam tutaj...















...te książki czytałam już dość dawno ale skoro jeszcze ich tutaj nie pokazywałam to czemu by nie wrzucić...a na koniec jeszcze kilka kolejnych "smaczków" z Kazimierza...























wtorek, 20 września 2016

KTO SIĘ BOI GARGAMELA...

...niechaj zaraz idzie spać...kto jeszcze pamięta Smerfy?...tak jakoś przypomniała mi się ta bajka, kiedy zaczęłam pisać tego posta...ja trochę zmienię ten test...kto ma dosyć Kazimierza niechaj wyłączy kompa...tak, tak dzisiaj też kilka zdjęć z tego miejsca...a co, skoro już tam byłam to się tym dzielę...wirtualnie chociaż...inaczej się nie da, choćby tą nalewką...bądź zapachem suszonych kwiatów...no właśnie, wianuszek a raczej wianek przywiozłam z Kazimierza...ze wspomnianych dożynek...niby Panie miały go do dekoracji ale ja zapytałam o cenę...Pani, że nie wie, bo to niby tylko do dekoracji, ale może zadzwonić i zapytać...25zł...biorę...i przyjechał ze mną...tak niby przez przypadek...


...i zawisł na drzwiach wejściowych...






...kwiaty w wianku do dziś zaschły całkiem i moja córka twierdzi, że już się jej ten wianek nie podoba ...a ja zachwycam się nim nadal...ot, taki mam widać spaczony gust...

...suche kwiaty kochałam zawsze...nie lubię tylko ich jednej cechy...przy dotknięciu strasznie bałaganią...nie mogłam się jednak oprzeć i na wspomnianych dożynkach kupiłam...krokosz?...chyba tak nazywa się ten kwiatek...









...a po drodze do Korzeniowego Wąwozu nazrywałam mimozy...zasuszona też się ładnie prezentuje...





...z Kazimierza przyjechał ze mną taki oto kubek...niestety, to jedna z moich chorób...nie mogę się oprzeć by nie kupić kolejnego kubka, który wpada mi w oko...czasem nawet, tak jak to miało miejsce ostatnio nawet kubki mi "spadają" a nie "wpadają"...nadmiar ich na półce skończył się pełną szufelką skorupek...i jakby nie było, nie ma tego złego...jest miejsce na półce?...JEST!!!...








...jak widać powyżej słoiczki też ze mną przyjechały...takie na spróbowanie tylko...mniam...domowe konfitury...




...a i butelkę przywiozłam...pełną...pan namawiał "pani spróbuje, naprawdę dobra nalewka"..."ale ja nie przepadam za alkoholem"..."ale naprawdę dobra"...spróbowałam...kupiłam...już prawie wypiłam...i niby nie przepadam za alkoholem...







...i coby nie było, że "po pijaku" posta pisałam to jak wspomniałam tak niniejszym czynię i wrzucam jeszcze kilka zdjęć Kazimierza...Dolnego oczywiście...

















...takie moje smaczki...mam ich więcej...