Najpierw, że nie, że jemu sie to nie podoba...
Później, że po co...
Że nie ma z czego zrobić...
Znacie to?
Zakupiłam więc wałek siatki, pokazałam na Waszych blogach możliwości dekoracyjne tych kloszy...
I wreszcie mam.
Co prawda na razie w sumie trzy ale na dobrą sprawę to tylko jeden skończony, ten pierwszy na próbę...

Widoczne na parapecie białe wazony kupiłam jakieś dziesięć lat temu. Nadal mi się podobają. Dotychczas stały w przedpokoju. tam jednak były mało widoczne więc w ramach zmiany na parapecie przyniosłam je do saloniku.
Kiedy MÓJ skończy wszystkie klosze na pewno je pokażę:)
P/S
Dziś robiłam faworki. Pierwszy raz w życiu. HI, HI!!!!